-
Cudów nie ma. Jest za to milion diet, w których można się pogubić. I wreszcie ich pierwszy rzetelny ranking. A czy ty wiesz co jesz?
-
-
Mam alergię na diety. Na samo słowo "odchudzanie" dostaję klasycznych objawów: kicham, prycham, przewracam oczami, wreszcie odwracam się na pięcie i czmycham gdzie pieprz rośnie, byle tylko wyjść z dietetycznego pola rażenia. Bo diety (DIETY!) są wielkie, głodne, stoją nad Bogu winnym człowiekiem ze znakiem zakazu, na którym czerwoną farbą wymalowane jest "nie wolno ci!". I odbierają to, co najlepsze.
Z podobnego założenia wyszli autorzy książki. Dieta albo cud podzielona jest na dwie części. Pierwsza to obszerny ranking diet i poradników dietetycznych, które można znaleźć w polskich sklepach oraz które robią co pewien czas mniejszą lub większą furorę wśród chcących wrzucić kilka kilogramów. Polubiłam te tabelki. Są rzetelne - na ocenę końcową każdej diety składa się wiele czynników, jak np. zdrowotność, urozmaicenie, łatwość przygotowania, koszt diety, dostępność produktów czy występowanie efektu jo-jo. Bo co z tego, że są diety, które na krótką metę działają świetne, -5 kg mniej w tydzień, jeśli równocześnie sieją w organizmie takie spustoszenie, że gdyby odchudzający się byli świadomi wszystkich konsekwencji, przez myśl by im nie przeszło stosowanie niektórych z nich (np. diety Kwaśniewskiego, kopenhaskiej albo modnej ostatnio diety Dukana).
W drugiej części książki znajduje się przewodnik po produktach spożywczych - tych, które są w naszej diecie mile widziane oraz całej reszty, która już niekoniecznie powinna się w niej znaleźć. Nie ma cudów. Są za to proste tłumaczenia jak działa nasz organizm, kiedy ładujemy w niego więcej, niż tak naprawdę potrzebuje. Autorzy starają się obrazowo pokazać, co się dzieje, gdy spożywamy różne produkty: jajka, warzywa, mięso. Ogromny osobisty plus daje za to, że nikt mi tu nie mówi Pij mleko - będziesz wielki - ani Pij mleko - będziesz mały (bo połamią ci się kości). Wszystko wytłumaczone zwykłym, zrozumiałym językiem. I mnóstwo ciekawostek: jak hoduje się truskawki w zimie i dlaczego choćby nie wiem jak czerwone były, nigdy nie będą słodkie? Czym spulchnia się serki do smarowania pieczywa, by były lekkie jak chmurki? Dlaczego producenci tabletek na odchudzanie nie podają na opakowaniu pełnego składu oraz dlaczego pijąc kawę uzyskamy taki sam lub nawet lepszy efekt jakbyśmy łykali tabletki na odchudzanie? I wreszcie, jak to możliwe, że osoby uczulone na laktozę, czyli nie trawiące mleka, mogą zajadać się jogurtami, serami, pić maślanki i kefiry bez żadnych negatywnych konsekwencji?
Jedyną rzeczą, która mi się nie podoba, są zdjęcia. Sponsorami książki były m.in. Piątnica, DeLonghi, Kenwood czy Coca Cola. Fotografie to bardziej lub mniej siermiężny product placement: na zdjęciu z sokiem nalewanym do szklanki w tle stoi obowiązkowo karton z logo firmy i napisem Cała pomarańcza. Ilustracją wody jest ładna modelka leżąca na ręczniku i postawiona tuż obok jej głowy butelka wody mineralnej - ustawionej tak, żeby było widać cały napis i logo firmy. Jeśli fotografia chipsów, to z dipami, zmiksowanymi w blenderze marki X, z wyeksponowanym znakiem firmowym, żeby przypadkiem czytelnik go nie przeoczył. Taka reklama mnie razi. Mam wrażenie, że robi się ze mnie głupiego czytelnika, któremu jak nie pokażę się dosadnie palcem: patrz tu!, to nie zobaczy. Wręcz przeciwnie, zobaczy i tylko go to zdenerwuje.
Poza tym, biorąc pod uwagę, że książka ma być utrzymana w zdrowym klimacie, Coca Cola w sponsorach mi tu jakby nie pasuje. Tak, wiem, wypuszcza na rynek wodę (Kroplę Beskidu). Ale nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że autorzy książki doskonale zdawali sobie sprawę z tej niekonsekwencji i wybrnęli z tego dość sprytnie: pomijając omówienie napojów gazowanych w drugiej części książki. Owszem, dokładnie omówili wody smakowe, soki i napoje, kawę, herbatę, nawet napoje izotoniczne i energetyzujące. Ale bąbelków brak.
_______________________
Dieta albo cud (praca zbiorowa)
Warszawa 2011
Wydanie I
Stron: 220
Wydawnictwo:
_______________________
Jak napisałam wcześniej, nie lubię diet. Ale dziś zrobiłam wyjątek. Zaaplikowałam sobie swoją własną dietę, opracowaną według najwyższych standardów i z zachowaniem odpowiednich proporcji składników odżywczych do dobrego samopoczucia: dietę czekoladową! Żadnej innej nie wyznaję :)
Banoffee, czyli połączenie banana i toffee w jednej tarcie. Na kruchym spodzie, z samodzielnie zrobioną czekoladową masą kajmakową (aj!), plasterkami bananów lekko zanurzonych w czekoladzie, wysoką, puszystą chmurką z ubitej śmietany i zawijaskami ze startej gorzkiej czekolady. Rozpusta, magia, czekoladowe czary-mary - wszystko w jednym kawałku.
Py-cha!
Asia Mentel
Po więcej przepisów inspirowanych literaturą, zajrzyj tutaj: bookmeacookie.blogspot.com
Zobacz wszystkie recenzje z cyklu Przy jedzeniu się (nie) czyta!
Przeczytaj też, jakie książki recenzują nasi użytkownicy
-
- poleć |
- wyślij |
- dodaj do ulubionych |
- zgłoś nadużycie |
- drukuj |
- http://www.polska-gotuje.pl/artykul/dieta-zdrowego-rozsadku

































Komentarze